Międzynarodowy Dzień bez Kłamstwa. Czy da się nie kłamać? Kim jest patologiczny kłamca?

 

Marta Kawczyńska

 

Milczenie jest złotem. Powodem kłamstwa często jest fakt, że uciekamy w słowa, zagadujemy ciszę. Bardzo dużo osób, które przychodzą do mojego gabinetu, ma problem, aby milczeć przez 30 sekund – mówi Robert Rutkowski, psychoterapeuta. Dziś obchodzony jest Międzynarodowy Dzień bez Kłamstwa. Dlaczego kłamiemy?

 

Z takich samych powodów jak to, że uzależniamy się od alkoholu, czy narkotyków. Dla szybkiego efektu. Kłamstwo to skrót, narzędzie, szybki strzał, który ma nam pomóc w doświadczeniu doraźnej korzyści. Myślimy, że przyniesie nam ulgę, czy też pomoże odsunąć na bok nasze problemy, ale niestety na dłuższą metę, tak się nie stanie.

 

Pozwoli na chwilę przyjemności?

 

Nie nazwałbym tego przyjemnością, bo konsekwencje kłamstwa post factum mogą być mniej lub bardziej uciążliwe. Język ludowy, który według mnie jest kopalnią sentencji na różne okazje, mówi przecież, że „kłamstwo ma krótkie nogi”. Jest w tym sto procent prawdy. Prędzej czy później wychodzi na jaw.

 

Kłamiemy tylko z korzyścią dla siebie, a może z grzeczności, żeby nie obrazić, nie sprawić przykrości innym?

 

Być może niektórym wydaje się, że kłamią z grzeczności, ale ten proces niewiele ma wspólnego z grzecznością.

Trudno „być grzecznym” szkodząc przede wszystkim sobie. Tak, jak wspomniałem wcześniej, każde kłamstwo

niesie ze sobą konsekwencje, nie jest bezkarne.

 

Porównał pan kłamstwo do narkotyków, alkoholu. Można się od niego tak samo uzależnić, jak od tego rodzaju używek?

 

Oczywiście, że tak. Istnieje nawet taki termin psychologiczny, jak patologiczny kłamca. W ich przypadku jedno kłamstwo rodzi kolejne, tolerancja na te kolejne rośnie coraz bardziej aż wreszcie jest tak wielką bańką, że ta osoba sama zaczyna się w tych kłamstwach gubić, a czasem wręcz nie potrafi bez nich żyć, nie umie mówić prawdy.

Dochodzi do tego, że kłamczuch musi utrzymać podobny i wysoki poziom tej pozornej beztroski.

 

To, co robić żeby nie kłamać?

 

Często wydaje nam się, że jeśli skłamiemy, to rzeczywiście wybierzemy pewnego rodzaju grzeczność, nie zranimy kogoś, ale to tak nie działa. Lepiej w takiej sytuacji nie powiedzieć nic albo powiedzieć prawdę. Podam przykład

z własnego życia. Dzwoni do mnie żona i mówi, że będzie w domu za dwie godziny. Przy okazji zadaje mi pytanie,

czy kupiłem włoszczyznę. Zapomniałem to zrobić, a w mojej głowie tuż przed odpowiedzią na to pytanie, pojawia się przebłysk, że skoro mam dwie godziny, to mogę powiedzieć: „Tak, kochanie oczywiście, że kupiłem”, pójść do sklepu, kupić ją. Byłoby po sprawie i nie byłoby problemu. No może poza jednym i dosyć istotnym, że skłamałem. Z racji tego, że bardzo przestrzegam tego, aby nie kłamać, a tak nie było w całym moim życiu, mówię żonie, że włoszczyzny nie kupiłem. Nie słyszę pretensji, że znowu zapomniałem, tylko stwierdzenie, że nic nie szkodzi i komunikat żebym poszedł i kupił. Jest po sprawie. Mówienia prawdy naprawdę można się nauczyć. Odwracając tę biegunowość, można dostrzec jak przyjemne jest życie, kiedy nie musimy kłamać.

 

To naprawdę takie proste?

 

Naprawdę. W jednej z książek amerykańskiego psychologa opisana jest taka fajna scenka, która wyjaśnia, jak nie demolować naszym dzieciom psychiki i nie uczyć ich od małego kłamstwa. Dziecko siedzi przy komputerze, ojciec

czyta gazetę, mama krząta się w kuchni. To czasy, kiedy używało się jeszcze telefonu stacjonarnego, więc gdy ktoś dzwoni, ojciec krzyczy do mamy, że jeśli to wujek Albert, to ma powiedzieć, że go nie ma w domu. Niby nic niewinna sytuacja kiedy można skłamać. Po pewnym czasie ten sam ojciec rozmawia z synem i radzi mu, żeby był prawdomówny.

Dziecko doświadcza pewnego rodzaju dysonansu poznawczego. Co innego słyszy, a co innego widzi w wykonaniu ojca. Ten amerykański psycholog w humorystyczny sposób radzi, żeby w takiej sytuacji ojciec w ubraniu i w kapciach wszedł do wanny i krzyknął, że jak dzwoni wujek Albert to on nie może z nim rozmawiać, bo siedzi w wannie.

Ten humorystyczny przykład pokazuje, że kłamstwo oblepia, że nawet, jeśli dotyczy drobnych spraw jest złe.

Lepiej nawet w takich pierdołach nie kłamać, bo się przyzwyczajasz.

 

To da się w ogóle nie kłamać?

 

Owszem. Tylko tak, jak wspomniałem, warto więcej milczeć. Milczenie jest złotem. Powodem kłamstwa często jest fakt, że uciekamy w słowa, zagadujemy ciszę. Bardzo dużo osób, które przychodzą do mojego gabinetu, ma problem, aby milczeć przez 30 sekund. Nie mogą znieść tej ciszy, którą w ramach konfrontacji serwuję. Uciekają w ten bodziec zagadania.

 

Czy w dzisiejszych czasach pełnych wirtualnej rzeczywistości i mediów społecznościowych kłamstwo ma nowy wymiar?

 

Bardzo popularna jest wymyślona przez Anglosasów formuła, wykorzystywana przez marketing biznesowy, która brzmi „Fake it until you make it! (Udawaj, aż stanie się to prawdą). To jest dobre na początku własnej pracy nad sobą. Postawy, którą trzeba przyjąć, a która jest nam obca. Ma pozytywne działanie, do momentu aż nie wejdzie nam w krew. Zawsze można się delikatnie poprawiać, ulepszać, ale jeżeli to staje się naszym nawykiem albo natręctwem to prowadzi do zakłamania i fałszu. Jeżeli ktoś na swoim Instagramie, czy Facebooku wstawia wciąż takie zakłamane zdjęcia, to staje się niestety coraz bardziej nieszczęśliwy.

 

Jak dużo osób, które notorycznie kłamią spotyka pan w swoim gabinecie?

 

Niewiele z nich tak naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, że to robią. Często moja rola polega na tym, żeby uświadomić im, że wpadają w ten wir kłamstwa. Często to dotyczy mężczyzn, którzy mają kochankę, zdradzają żonę, ale mówią,

że kochają rodzinę. Te konsekwencje podwójnego życia po prostu do ich świadomości nie docierają. Włącza się mechanizm wyparcia, a ja jestem posłańcem tych złych wiadomości. Dodatkowy czynnik psychologiczny jest taki,

że kłamiemy często komuś, kto jest dla nas ważny. W naszych własnych oczach upokarzamy tę osobę. To również forma krzywdy. Będziemy się od takiej przez nas krzywdzonej osoby oddalać, bo „nienawidzimy tych, których krzywdzimy”. Łatwiej jest kogoś takiego zlikwidować, wyeliminować ze swoje życia, niż powiedzieć mu prawdę.

 

To w takim razie nie ma dobrego albo nieszkodliwego kłamstwa?

 

To jest ten sam syndrom, który występuję u nałogowych alkoholików, czy narkomanów, raz na jakiś czas mogę wypić albo coś wziąć, byle się nie uzależnić.

 

Potrafi pan wyczuć kłamstwo u swoich pacjentów?

 

Nie mam radaru w oczach, nie chcę być też przesłuchującym. Ufam swoim pacjentom i zwariowałbym, gdybym takie rzeczy robił. Jeżeli ktoś przychodzi na sesje, płaci za to ogromne pieniądze i kłamie, to jest po prostu patologicznym kłamcą i na dodatek gamoniem

 

Skoro obchodzimy Międzynarodowy Dzień bez Kłamstwa, czy to oznacza, że jest ono zmorą naszych czasów?

 

Niestety, ale tak. Naprawdę fajnie byłoby się od tej przypadłości uwolnić. Jeszcze raz powtórzę, że lepiej nic nie mówić, nie odezwać się niż wydobywać z siebie kolejne kłamstwo. To dużo zdrowsze i bezpieczniejsze. Głównie w związkach, relacjach dużo zagadujemy. Uważam, że za mało korzystamy z tej przestrzeni, jaką jest milczenie.

 

 

 

Plik źródłowy artykułu.